Bank soczystych tekstów
Masz to jak w …
Czwartek, 6 listopada
Lekki wiatr dmie z zachodu, podnoszę cały grot, lecz z powodu niedostatecznie umocowanego bugszprytu, mogę podnieść tylko mały kliwer. Ogromna ilość wodorostów pływa dokoła mego statku. Pod wieczór zauważam kaszalota, który znika w kierunku zachodnim. Opuszczam grot i Firecrest steruje się sam pod przednimi żaglami.
Piqtek, 7 listopada.
Statek mój w dalszym ciągu steruje się sam, niebo pokryte obłokami, w południe stwierdzam, że zrobiłem 70 mil w ciągu 24 godzin. Dokoła dużo wodorostów, nie dziwi mnie to, ponieważ morze Sargassowe podczas zimy przesuwa się ku zachodowi.
Sobota, 8 listopada.
O g. 7-ej spostrzegam parowiec, kierujący się na wschód. Pokład jachtu przepuszcza wodę, jestem zmuszony ustawicznie pompować. Liczne ryby latające umykają przed Firecrestem. Obserwacje moje wykazują, że prąd Golfsztremu zniósł mnie mocno na wschód. Barometr wciąż spada, korzystam ze sposobności aby podnieść żagiel sztormowy, którego jeszcze nie wypróbowałem. Zachód słońca nabiera szarego odcienia, co nie wróży nic dobrego. Wiatr odchodzi na N. E. i całą noc co chwila nadlatują szkwały.
Niedziela, 9 listopada.
O g. 2-ej rano wiatr zmienia raptownie kierunek. O 6-ej budzi mnie ryk syreny. Wystawiam głowę przez lukę i spostrzegam parowiec Parlet z Portsmouth, który płynąc ze zmniejszoną szybkością, trzyma się na równi z Firecrestem, piętrząc się nad nim swoją ogromną masą. Kapitan, przypuszczając, że jestem rozbitkiem, zapytuje. „Are you all right?” Uspokajam go, tłumacząc, że wszystko jest w porządku, i parowiec skierowuje się na swój kurs N. E., z którego zszedł, aby przybliżyć się do mnie. Brzydkie chmury zaciągają niebo, morze rozfalowane.
Wiatr wzmaga się. Z N. E. nadchodzi burza z deszczem i ciągłymi szkwałami. Dorsze, które lubią burzliwą pogodę, skaczą dokoła jachtu, idącego wprost na południe. Bałwany nie są nadmiernie wielkie, jednak morze jest niespokojne, gdyż fale nadchodzą z dwóch różnych kierunków i co chwila zalewają pokład, który ciągle przecieka; moje książki, ubranie i koce są przemoczone.
Koło południa, wiatr jeszcze wzmaga się, jestem przemoknięty i czuję się zmęczony, lecz pozostaję przy sterze do nocy. Powietrze chłodne, pomimo tego, że fale Golfsztremu są ciepłe. Deszcz zamienia się w ulewę. Podnoszę żagiel sztormowy z dwoma refami, Firecrest steruje się sam. Stwierdziłem, że jakaś ryba uszkodziła mi log; musiała mieć potężne szczęki.
Poniedziałek, 10 listopada.
Wiatr skręca na S. S. E. Kładę się w dryf, nie chcąc lawirować przeciwko wiatrowi i ciężkiej fali. Pompować muszę bez przerwy, wszędzie wilgoć, nie mam nic suchego do włożenia. Koło godziny 13-ej niebo przeciera się i wiatr prawie nagle zacicha, nie jestem jednak spokojny, ponieważ barometr w dalszym ciągu opada, i wiem, że burza rozpęta się na nowo. Korzystam z chwilowej ciszy, aby wysuszyć kilka koców. Koło godziny 8-ej wieczorem wiatr zaczyna dąć z E. S. E. i o 10-ej staje się porywisty. Muszę znowu opuścić grot, dziób co chwila zanurza się w fala i woda przenika do wnętrza przez uszkodzenie na pokładzie, przeszkadzając mi nawet w gotowaniu.